Wątek: [2022-11-20][Warszawa Strefa][OTS][ADV] OTS Championship w Strefie MTG!  (Przeczytany 260 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Renoss

Temat raportowy turnieju [2022-11-20] [Warszawa Strefa][OTS][ADV] OTS Championship w Strefie MTG!

Tsuki

Siema tu Tsuki (exosisters) i oto mój raporcik (byłem zmęczony po WCQ i pamiętam tylko wyniki meczów)

r1 bratobójcza walka na tearlament ishizu win dla mnie

r2 matmech gość god handy dobierał skontrował mi każdego playa jakiego mogłem zrobić

r3 ishizu tearlament win

r4 ishizu tearlament win

r5 ishizu tearlament (i zwycięzca OTSa) win

jak widać jedna wtopa na matmechy przekreśliła moje szanse na 1 miejsce i matę.
ale zabrałem do domu świeżo otwartego starlight rare z crystal revenge zawsze jakaś nagroda pocieszenia.

huntzvot

3-2 i 6. miejsce grając Floo

R1 W vs Ishizu Tearlaments
mam wrażenie że przeciwnik nie do końca miał ograny matchup na mój deck plus miał mega pecha z nie dobraniem odpowiedzi (khem khem Zombie World) w g2. pewna wygrana, jedziemy dalej, GG.

R2 L vs Ishizu Tearlaments
przegrana na ostatecznego zwycięzcę turnieju. w g3 zostałem autentycznie zmieciony z kapci przez spicy tech przeciwnika, którego tu na razie nie będę zdradzał. za silne, GG.

R3 W vs Ishizu Tearlaments
absolutne god handy zarówno w g1 jak i g2 czyt. Dimension Shifter w obu przypadkach, a w g1 jeszcze Dimensional Fissure tak dla pewności. w g2 mimo wszystko przeciwnik walczył bardzo sprawnie, ale zmillował nieco za dużo, więc rozbiłem się swoim ptaszorem, postawiłem Wieliczkę, pass. przeciwnik w swoich ostatnich 4 kartach nie znalazł outa, GG.

R4 W vs Despia
myślę że ciężki matchup dla przeciwnika, decki mocno przygotowane pod Teary raczej słabo sobie radzą z Flunderami. mimo to cały duel był nawet ciekawy i wymagający kreatywności po obu stronach stołu. GG.

R5 L vs Ishizu Tearlaments
absolutna padaka, bieda, żałość, frajerstwo. takich bricków nie widziałem przez cały turniej, karma musiała kiedyś wrócić ig. robiłem co mogłem z tymi cegłami w ręku, ale wynik był przesądzony. sól z tej gry dalej krąży we krwi, ale dobrze że przynajmniej przegrana na kolegę z teamu który tym samym wywalczył sobie invite'a. (not)GG.
« Ostatnia zmiana: 21 Listopad, 2022, 16:07:22 huntzvot »

Mugetsu

To w sumie napiszę raport, bo nie mam co robić i tak. Tym razem nie będę opisywał szczegółowo każdej gry, bo 3 z nich było do siebie bardzo podobne.

Przed turkiem miałem tylko jedno pytanie: ile ishizu się spodziewać?

Cóż, pewnie sporo. Rozważałem co tam na nie wrzucić do despii, bystiali swoich nie miałem, a na pożyczkę było za późno. Myślałem sobie o Mask Change II pod Masked HERO Dark Law przez chwilę, ale ostatecznie zrobiłem YOLO move i mainowałem Dimension Shifter, gdyż w sumie aż tak mi nie przeszkadza ta karta. A na pewno nie jest to nawet porównywalne z tym jak przeszkadza tearowi jeśli wejdzie. Rundy prezentowały się następująco:
R1 vs Ishizu tear - Win
R2 vs Pendulum - Lose
R3 vs Ishizu - Win
R4 vs  Ptaki - Lose
R5 vs Ishizu - Win

Czyli 3:2 i 8 miejsce. Not great, not terrible.
No nie powiem, trochę to śmieszne, że każda nieparzysta gra na teara. Tych zgodnie z moimi przewidywaniami było sporo i na każdego udało się wygrać. Każdy z nich dostał również shifter incydent, chyba aż dwóch oponentów w G1 jak również G1 i G2. Z takich wyróżniających się rzeczy to pamiętam, że na pierwszego teara zacząłem, miałem podwójne Masquerade the Blazing Dragon plus jakiś backrow i Predaplant Dragostapelia. Głównie to cóż, zburnowałem oppa, że za bardzo nie miał co robić, gdyś super poly żadne mu nie weszło. W rundzie drugiej dostał Shiftera. Podczas jednej gry z drugą despią nie dobrałem shiftera, ale odapliłem 3x Allure of Darkness więc dociągnąłem z decku wszystko co potrzebowałem, żeby rozbroić jego board i się po nim przejechać, a potem shifter incydent w kolejnej grze. Na trzeciego teare zaczynałem z shifterem, a ręka też byłe niezgorsza. Fajnie było, ale już nie będę go mainował następnym razem.

Co do przegranych gier. Nie wiem jak działa pendulum, nie wiedziałem co przerywać. W G1 wstawił Apollousa, Bow of the Goddess Number 38: Hope Harbinger Dragon Titanic GalaxyBorreload Savage Dragon. Moja ręka było trochę niezręczna, jakiś albaz, poly, edge imp, branded fusion i coś jeszcze. Nawet nie pamiętam czy tak zacząłem, ale na pewno te karty przewinęły się przez moją rękę. Niestety nie grałem w extra Alba-Lenatus the Abyss Dragon, którym mógłbym łatwo rozboić boarda, a ostatecznie mój opp miał dosłownie tyle negacji ile ja kart do zagrania, więc poległem. W g2 zacząłem i trochę bricknąłem, bo miałem tylko jedną żywą kartę do zrobienia fuzji  na start bodajże oraz Branded in Red, a dostałem impermę na Albion the Branded Dragon. Miałem smoka i chyba Dramaturge of Despia na polu oraz seta. Wezwałem chimerę w pewnym momencie by popnać skalę oppa, ale ten ustawił nową, a liczyłem, że na ręce już jej nie będzie miał. Uważam, że to błąd z mojej strony, I guess na potem trzeba było to zachować, ale czas jaki poświęcam na poznawanie decków w tej grze jest ostatnimi czasy praktycznie zerowy, więc cóż, pewnie nawet jakbym miał opcje to i tak przez nieogranie nie wiedziałbym co zaboli przeciwnika najbardziej. Jeśli chodzi o ptaki, to graliśmy aż 3 rundy. W pierwszej opp zaczął, dostałem statuetkę. Odpaliłem Albion the Shrouded Dragon oraz 3 allurki, które dokopały mnie do boardbreakera (dosłownie ostatnia allurka) i miliona rzeczy, którymi rozwaliłem boarda i zapewniłem sobie zwycięstwo w g2. G2 nie pamiętam, ale z racji, że graliśmy G3 to musiałem je przegrać. Chyba dobrałem same spelle bez opcji fuzje, więc nawet negacja statuetki, którą miałem by mi nic nie dałą. G3... cóż. dobrałem Dramaturge of Despia, jakis s/t removal bo nie miałem i tak co włożyć do decku, Super Polymerization Fallen of Albaz oraz There Can Be Only One. Zrobiłem set 3 pass i liczyłem, że opp nie ma Harpie's Feather Duster na mojego trapa, który nie da mu grać dość długo, bym dobrał coś co mnie rozrusza. Niestety, opp miał HFD. Także gg.

W sumie wszystkie gry zostawiały mi jakieś 10-15 minut wolnego przed terminacją. Po ostatnich x turniejach d/d/d było to dość... zaskakujące, zważywszy na to, że te 10-15 minut zostawało mi przeważnie na g2 i g3. Miła odmiana.

Generalnie sklejanie decku na kolanie w 5 minut przyniosło spodziewane efekty - dało radę z każdym tearem, ale nieznane mi decki i ptaki były już problematyczne. Cóż, przynajmniej dało mi to do myślenia nad kolejnymi rzeczami, które mogę zmienić w decku lub rozważyć na te mniej sprzyjające match upy. I guess to jakaś lekcja, nauka, whatever, więc to... dobrze I guess?

Dzięki wszystkim za wspólną grę, trochę przepraszam za shifter incydenty po tym jak widziałem wasze twarze pełne smutku, rozczarowania i wewnętrznego umierania w środeczku, a trochę nie przepraszam, bo w przeciwnej sytuacji to wasi oponenci pewnie umierają w środeczku. Było fajnie i widzimy się za tydzień, do następnego.

rockendrol

Widzę, że koledzy z 3-2 się produkują to i ja coś machnę. Grałem najlepszym deckiem w każdym formacie, czyli penlum. Założenie jest takie że turn 1 szukasz necrovalley i robisz dwellera na teary, a w side masz D. shiftera więc wydaje się nienajgorsze, prawda? Mimo to zrobiłem mierne 3-2, z takimi match-upami:

R1 vs Branded Despia
Tutaj wygrałem kostkę i wydaje mi się że dostałem szybką imerme na Performapal Skullcrobat Joker, która zmusiła mnie do spasowania tury. Poza Jokerem dobrałem chyba 2 handtrapy, albo handtrapa i called by the grave, w każdym razie pozwoliły mi przeżyć i rozkręcić się w następnej turze na tyle żeby opponent mnie nie dogonił. G2 idę drugi i otwieram jakiegoś ht co mi musiał dopomóc, bo w następnej turze już wygrałem.

2:0, 1-x w turnieju

R2 vs Branded Despia pilotowana przez Muge
Tak jak kolega wcześniej pisał, wygrałem kostkę, zrobiłem board, opp nie przeszedł i gg. W G2 rzuciłem imperme na Lubelliona i szybkie otk w następnej turze.

2:0, 2-x w turnieju, myślami już przy macie za 1 miejsce, ale ma człowiek z tyłu głowy, że teraz będą teary i engine z jakąś mainowaną ash czy impermą może nie wystarczyć.

R3 vs Ishizu Tear pilotowane przez Kalego

SŁODKI JEZU, to była chyba moja najgorsza gra w tę karciankę kiedykolwiek. Wygrywam kostkę, wiem że opp gra tearami i chcę dojść w okolice necrovalley + dwellera. Ręka nie była zła, prawdopodobnie osiągała co zamierzałem, opponent prawie na pewno miał na ręce havnis, nie pamiętam czy live orange light'a, wyszukałem w pewnym momencie necrovalley, do tego czasu Kali użył już havnis na ręce, z której nie zmissował, także na jego polu były jakieś fuzje. Przez bardzo długi czas nie aktywuję tego necrovalley, mam z tyłu głowy że w ramach comba mój deck może 2 razy przyzwać z GY i nie chcę sobie tego zablokować, a opp już i tak przeszedł przez mille z havnis i raczej w tej turze nie będzie robić nowych rzeczy ze swoim GY. W tym natłoku myśli i zauważeniem, że opp ma jakieś monstery na polu POJEBAŁY MI SIĘ TURY XDDD i uznałem że mam battle phase w tej turze i przelecę sobie po polu opponenta. Po zrobieniu accesscode talkera, który i tak koniec końców tego nie outował, zorientowałem się o popełnieniu oopsie, coś tam próbowałem uskuteczniać i raczej było tylko gorzej. Slapnąłem necrovalley i spasowałem turę. Uwierzyłem oppowi na słowo, że ma w extra decku jakiś out na necro i nie przedłużając przeszliśmy do G2, zresztą nawet jak nie miał outu to pewnie nic nie osiągałem w turn 3. G2 idę pierwszy i otwieram necrovalley, pierwsze co robię to slapuje je na pole, robię jakieś mini combo i kończę na necrovalley + dweller i jeszcze ashka na ręce. W dp oppa odpalam dwellera, opp chainuje orange lighta, który dopiero po dobraniu z topa zrobił się live! Zostaje mi necrovalley i ashka, opponent z kamienną twarzą mówi: "normal summon cyber-stein". Myśle se HUUUUUUUH? Śmieszny tech ale żeby go tak dobierać to niefajen, płaci z niego 5k i przyzywa Kaleido-Heart z extra decku, ta zespinowała mi necrovalley. Opponent ma 2 body na polu i 3 karty na ręcę, ja mam ashkę, odpala Field spella tearlamentów, uznałem że rzucę na niego ash, rookie mistake. Śmiałem się, że mi odpali teraz Sheiren na ręce i mnie zabije, na ręce rzeczywiście miał Sheiren ale ta nie była jeszcze live, drugą kartą było jednak Triple Tactics Talent z którego Kali dobrał 2 karty, które pozwoliły mu się rozkręcić. W niesławie i w nieopisanym wstydzie podałem opponentowi rękę na znak poddania się.

0:2, 2:1 w turnieju, to był mouthful ale gdzieś musiałem się wylać

R4 vs Ishizu Tear pilotowane przez Kamesa

Tutaj prawie na pewno przegrałem kostkę, bo pamiętam że patrzyłem na pełny tear board z El Shaddoll Winda of all things przez który nie grałem. G2 zacząłem ale coś musieliśmy się poprztykać bo nie pamiętam czy zrobiłem pełny board, pamiętam że w którymś momencie zrobiłem otk. G3 trwało dłuższą chwilę, opponent poszedł pierwszy i zrobił board, ja nie mając nic do stracenia próbowałem przez niego grać, moja tura musiała trwać okropnie długo, grało w niej rzeczywiście dwóch graczy, w pewnym momencie razem z oppem zauważyliśmy że w sumie nikt z nas nie notował które tear name'y zostały odpalone w tej turze, krzyczę do juja że właściwie z premedytacją nie notowaliśmy przez które name'y Kames już przeszedł (w tamtym momencie przeszedł przez 2 z 3), skończyło się na tym że 3 tear name'a w tej turze nie odpalono, nie wiedząc które były już wcześniej aktywowane, wbiłem troszkę damage, oddałem turę, opponent wbił troszkę więcej dmg i wygrał w czasie, to była moja jedyna gra tego dnia, trwała do końca czasu. Jak teraz sobie myślę to G3 nie było ani trochę close dla mnie i co by nie było Kames jak najbardziej zasłużył na Wina.

1:2, 2-2 w turnieju

R5 vs Ishizu tear pilotowane przez jenninga

Ostatni meczyk na kolegę z teamu, gra już właściwie 4fun bo obaj jesteśmy 2-2 i po topkę nie ma co. Chyba wygrałem kostkę?? Zrobiłem jakiś dziwny board, na tyle dziwny że opp poszedł w Zeusa i go wyczyścił. Jak pendom rzucisz zeusa to raczej ciężko im się pozbierać. Scoopnąłem i lecimy do G2. Idę pierwszy i robię chyba najlepszy board tego dnia- Apollousa, Bow of the Goddess za 2 Borreload Savage Dragon za 3 I:P Masquerena, Number 38: Hope Harbinger Dragon Titanic Galaxy i do tego Necrovalley. Jenning chwilę popatrzył na board i nie tracąc czasu przeszliśmy do G3. Tutaj pokazałem skilla dobierając w końcu side deck na teary, rzuciłem Dimension Shifter i opponent skończył na Number 41: Bagooska the Terribly Tired Tapir. W swojej turze pozbyłem się bagooski chyba monster effectem Purple Poison Magician i zrobiłem otk z Accesscode talkera i Ignister Prominence, the Blasting Dracoslayer.

Skończyłem z 7 miejscem, mój build znacząco różnił się od tego co topnął YCS Dortmund (głównie przez brak baronki i zealantisa). Mimo to bardzo chciałem wrzucić necrovalley jako część endboardu, co jak się okazało bardzo ograniczało moje playe (w ramach comba chcę przejść przez Selene, Queen of the Master Magicians i potrzebuję do tego field spella który nie lockowałby gy, np. Sky Iris aby Selene miała te 3 counterki na sobie). Overall poza grą na Kalego event całkiem przyjemny, build raczej do wymiany i za tydzień przelecę się nowym buildem. Do miłego!
« Ostatnia zmiana: 21 Listopad, 2022, 18:29:56 rockendrol »

Link sponsorowany
 

Podobne tematy Yu-Gi-Oh!

  Temat / Zaczęty przez Ostatnio
Ostatnio 27 Czerwiec, 2022, 16:50:14
MateMatyk
Ostatnio 22 Lipiec, 2022, 12:01:51
Imonssj7
Ostatnio 23 Lipiec, 2022, 10:00:02
Renoss
Ostatnio 24 Lipiec, 2022, 14:22:46
PepeThePerry
Ostatnio 19 Listopad, 2022, 23:21:31
PepeThePerry